6-godzinny dzień pracy w Polsce. Eksperyment, który mógłby się udać?

Praca zdalna czy brak sztywnych godzin w wielu firmach są już praktycznie normą. Coraz częściej pracodawcy idą o krok dalej i skracają etatowym pracownikom godziny bez uszczerbku finansowego. Od dłuższego czasu Szwedzi testują 6-godzinny dzień pracy i udowadniają, że takie rozwiązanie przynosi obopólne korzyści. Czy Polska jest gotowa na podobny eksperyment?

Toyota 6-godzinny czas pracy w zakładzie w Goeteborgu praktykuje od 13 lat. Co ważne, obniżenie tradycyjnego, 8-godzinnego, dnia pracy nie było związane ze zmniejszeniem płac pracowników. Wyniki badań pokazały, że krótsza dniówka nie ma faktycznego wpływu na pogorszenie efektów pracy, a wręcz przeciwnie – może wpływać na ich polepszenie. Jest to przede wszystkim zasługa bardzo dobrego samopoczucia pracowników oraz polepszenia ich stanu zdrowia, nie tylko psychicznego. Trzeba również zaznaczyć, że istotnym czynnikiem, który ma wpływ na intensyfikację pracy, są nowe technologie. Zatem trzymanie się sztywnego 8-godzinnego czasu pracy okazuje się dziś skamieniałym zapisem prawnym.

– Obowiązujące przepisy Kodeksu pracy wprowadzają jedynie obostrzenia co do maksymalnego czasu pracy. Nie zakazują jednak przyzwolenia na jego skrócenie, o ile obie strony osiągną porozumienie – dla Bankier.pl mówi Paweł Pociecha, aplikant adwokacki Bąk i Dębiak Kancelaria Radców Prawnych. – Przy czym należy zaznaczyć, że podstawowe zasady nie mogą być zmieniane na niekorzyść pracownika – dodaje.

Czy Polska jest gotowa na podobny eksperyment?

Zdaniem Pawła Pociechy, przynajmniej pod względem teoretycznym Polska jest przygotowana na przeprowadzenie podobnego eksperymentu. Przeszkodą mogą być jednak panujące na naszym rynku pracy tendencje do wydłużania jej czasu, nie zaś jego skracania. Jak podkreśla Pociecha, Polacy są  jednym z najbardziej zapracowanych narodów w Europie, dlatego też przeprowadzenie podobnego doświadczenia co w Szwecji może wiązać się ze ograniczeniem wymiaru etatu, a co za tym idzie – niższym wynagrodzeniem za pracę, na co większość naszych rodaków nie może sobie pozwolić.

Badania Eurostatu z ubiegłego roku pokazują, że Polacy zatrudnieni na pełny etat pracują w tygodniu średnio 42,5 godziny. Statystki uwzględniają godziny nadliczbowe.

-Badania Eurostatu potwierdzają, że Polacy są w czołówce pod względem godzin spędzonych w pracy. Niestety nie idzie za tym produktywność, która jest trzykrotnie niższa niż unijna średnia – dla Bankier.pl mówi Małgorzata Majewska, ekspert ds. rynku pracy Monster Polska. – Musimy zatem szukać rozwiązań na to, jak zwiększyć efektywność naszej pracy, jednocześnie nie wydłużając czasu spędzonego w firmie – wyjaśnia.

Ośmiogodzinny dzień pracy został wprowadzony w XIX wieku i jest dziś – w dobie nowych technologii – w zasadzie archaizmem. Z kolei pracodawcy rozliczają nas nie z godzin spędzonych za biurkiem, ale ze zrealizowanych zadań i osiągniętych celów. W ocenie Małgorzaty Majewskiej skrócenie dnia pracy to dobry pomysł. Majewska jednocześnie podkreśla, że są miejsca, w których pracownicy muszą być dostępni w określonych godzinach. Proces informatyzacji urzędów w naszym kraju przebiega bardzo powoli i większość spraw możemy załatwić jedynie stawiając się przy okienku. Ale są też branże, w których zmniejszenie liczy godzin mogłoby pozytywnie wpłynąć na rozwój przedsiębiorstwa. Perspektywa szybszego wyjścia z biura wpływa mobilizująco, powoduje, ze pracownik jest bardziej skupiony na wykonywanych zadaniach i doprowadzeniu ich do końca.

Pracownik kontra pracodawca

Za skróceniem normy czasu pracy opowiada się również Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. – Wiele miesięcy temu proponowaliśmy skrócenie tygodnia pracy z 40 do co najmniej 38 godzin tygodniowo – dla Bankier.pl mówi Piotr Szumlewicz, ekspert OPZZ i kandydat do parlamentu z warszawskiej listy koalicji Zjednoczona Lewica. – Według danych OECD, Niemcy czy Francuzi przeciętnie pracują rocznie poniżej 1500 godzin, a Polacy blisko 2000. Pracujemy też dłużej od naszych czeskich czy słowackich sąsiadów. Polacy pracują długo, ciężko i za małe pieniądze – wyjaśnia.

Zdaniem Szumlewicza skrócenie tygodnia pracy ma też uzasadnienie ekonomiczne. Polska wciąż ma bezrobocie strukturalne wynoszące ok. 10 proc. Skrócenie tygodnia pracy to pomysł na dzielenie się zatrudnieniem. Szumlewicz zaznacza, że warto realizować tę ideę wraz z walką o “odśmieciowienie” rynku pracy i podniesieniem płac.

Z kolei dr Grzegorz Baczewski, dyrektor Departamentu Społecznego i Stosunków Pracy Konfederacji “Lewiatan” twierdzi, że skrócenie dobowej normy czasu pracy przy jednoczesnym zachowaniu poziomu wynagrodzenia będzie oznaczało, że utrzymanie pracownika będzie droższe. A w konsekwencji będą likwidowane stanowiska pracy mniej rentowne. Zgodnie z podstawowym prawem ekonomii – prawem popytu i podaży – wyższa cena oznacza mniejszy popyt.

– Skoro ma być wypłacana taka sama płaca za pracę krótszą o dwie godziny dziennie i średnio o 42 godziny miesięcznie, to faktyczny koszt godziny pracy będzie o ok. 33 proc. wyższy niż dotychczas. Wprawdzie wymiar czasu pracy zmieni się o 25 proc., ale do kosztu pracodawcy trzeba będzie doliczyć jeszcze koszty pozapłacowe, jak różnego rodzaju składki i zaliczki, w efekcie czego wzrost kosztu będzie o 8 pkt. proc. wyższy niż wynikający z samego ubytku czasu pracy – dla Bankier.pl wyjaśnia Baczewski.

Wynagrodzenie brutto za godzinę pracy
Minimalne wynagrodzenie Przeciętne wynagrodzenie
tryb 8-godzinny  tryb 6-godzinny tryb 8-godzinny tryb 6-godzinny
12,56 zł 16,75 zł 28,87 zł 35 zł
Źródło: Wyliczenia dr. Grzegorza Baczewskiego

Baczewski nie podważa zależności między krótszym dniem pracy a efektywnością pracownika, jednak uważa, że takie zmiany powinny być poparte twardymi dowodami. Wówczas pracodawcy sami będą chcieli wprowadzić takie rozwiązanie, aby poprawić swoje wyniki ekonomiczne. – Skoro pracodawcy mieliby za te same pieniądze zyskać większą wartość produkcji, to jest to w ich interesie – mówi Baczewski. – Nie ma jednak sensu zmuszania ich do robienia tego, co im się opłaca poprzez regulacje prawne. Dajmy im w tej sprawie swobodę, przekonujmy, pokazujmy wyniki i dobre przykłady. Tylko swobodne działanie rynku jest w stanie rozróżnić, gdzie skrócenie czasu będzie korzystne, a gdzie prowadziłoby do niepotrzebnej sztywności i redukcji zatrudnienia – podsumowuje Baczewski.

Komentarz eksperta

Dobry pomysł, ale…

Zmniejszanie wymiaru czasu pracy jest dobrym pomysłem, ale nie w każdej branży, nie w każdym kraju i nie w każdym okresie (np. w zależności od pór roku). Im bardziej rozwinięta i nowoczesna gospodarka, tym ten czas pracy może ulegać większemu skróceniu, bo większość zadań i tak wykonują za nas maszyny. W branżach, gdzie człowiek jest w zasadzie tylko nadzorcą procesów wykonywanych przez komputery również.

Gorzej sprawa ma się np. w usługach, handlu i rolnictwie, gdzie automatyzacja jest trudniejsza i droższa. Tutaj czas pracy w większym stopniu wyznaczają klienci (i pory roku), dlatego systemowe rozwiązanie mogłoby być niekorzystne dla wielu firm. Przy okazji rozważań na temat czasu pracy warto zastanowić się, jaki jest cel działalności człowieka – pracujemy po to, by zarabiać na wygodne życie swoje i naszych bliskich, wytwarzamy coraz lepsze produkty i usługi po to, by było nam lepiej. Większość działalności, jakich podejmujemy ma na celu poprawę jakości naszego życia. W związku z tym, długość czasu pracy też powinna uwzględniać postęp technologiczny, bo w końcu po co inwestujemy w nowoczesne maszyny na linii produkcyjnej jak nie po to, by zastąpić nimi ludzi? To niestety i niejako naturalnie ma wpływ na podaż pracy.

Gdy człowieka zastępuje komputer, mija sporo czasu zanim popyt na rynku pracy dostosuje się do podaży. Człowiek mimo wszystko potrzebuje trochę czasu na zdobycie nowego zawodu lub zmianę kwalifikacji. Innymi słowy, gdy 1000 pracowników będzie można zastąpić 20 robotami z 40 ludźmi do ich obsługi, to może nam czasowo i regionalnie wzrosnąć bezrobocie.

Zmniejszanie wymiaru czasu pracy jest dobrym pomysłem, ale nie w każdej branży, nie w każdym kraju i nie w każdym okresie (np. w zależności od pór roku). Im bardziej rozwinięta i nowoczesna gospodarka, tym ten czas pracy może ulegać większemu skróceniu, bo większość zadań i tak wykonują za nas maszyny. W branżach, gdzie człowiek jest w zasadzie tylko nadzorcą procesów wykonywanych przez komputery również.

Gorzej sprawa ma się np. w usługach, handlu i rolnictwie, gdzie automatyzacja jest trudniejsza i droższa. Tutaj czas pracy w większym stopniu wyznaczają klienci (i pory roku), dlatego systemowe rozwiązanie mogłoby być niekorzystne dla wielu firm. Przy okazji rozważań na temat czasu pracy warto zastanowić się, jaki jest cel działalności człowieka – pracujemy po to, by zarabiać na wygodne życie swoje i naszych bliskich, wytwarzamy coraz lepsze produkty i usługi po to, by było nam lepiej. Większość działalności, jakich podejmujemy ma na celu poprawę jakości naszego życia. W związku z tym, długość czasu pracy też powinna uwzględniać postęp technologiczny, bo w końcu po co inwestujemy w nowoczesne maszyny na linii produkcyjnej jak nie po to, by zastąpić nimi ludzi? To niestety i niejako naturalnie ma wpływ na podaż pracy.

Gdy człowieka zastępuje komputer, mija sporo czasu zanim popyt na rynku pracy dostosuje się do podaży. Człowiek mimo wszystko potrzebuje trochę czasu na zdobycie nowego zawodu lub zmianę kwalifikacji. Innymi słowy, gdy 1000 pracowników będzie można zastąpić 20 robotami z 40 ludźmi do ich obsługi, to może nam czasowo i regionalnie wzrosnąć bezrobocie, w tym bezrobocie strukturalne, bo nie wszyscy zredukowani znajdą zatrudnienie w firmach „produkujących roboty” lub w innych sektorach gospodarki m.in. ze względu na ograniczenia rodzinne, niski stopień mobilności, przyzwyczajenie, etc.

Dla tych ludzi faktycznie ratunkiem może być krótszy wymiar czasu pracy, bo to częściowo zrekompensuje ubytek etatów w danej branży. To bardzo złożony i skomplikowany problem omawiany co najmniej od 200 lat. Nie jest tak, że robotyka „odbiera ludziom pracę”, bo wraz z postępem technologicznym rozwijają się nowe branże i sektory gospodarki, gdzie powstają nowe miejsca pracy. Kłopot w tym, że dzięki globalizacji po unowocześnieniu i redukcji zatrudnienia fabryki w Pcimiu nowe etaty mogą powstać w Tajlandii (i na odwrót). To jest niezwykle trudne do przewidzenia, bo chociaż ogólna liczba etatów rośnie, to dzieje się to niejednorodnie i ma też wpływ na płace, która jest jednym z najważniejszych czynników motywujących do pracy. Społeczeństwo ma ograniczoną preferencję czasową i potrzebuje czasu, by się do niektórych rzeczy dostosować, dlatego przy wpływie innowacji na gospodarkę trzeba też uwzględniać te aspekty. Zatem im bardziej będziemy elastyczni systemowo w kwestii wymiaru czasu pracy, tym mniejszy też będzie strach przed postępem. I prawdopodobnie poprawi się też nasza jakość życia.

Tekst jest komentarzem do artykułu „6-godzinny dzień pracy w Polsce. Eksperyment, który mógłby się udać? „

Łukasz Piechowiak

Udostępnij Artykuł