Czeka nas 6 tys. upadłości konsumenckich rocznie?

Ponad 46% Polaków ma problemy z płaceniem rachunków w terminie. Z danych KRD wynika, że 5 mln dłużników zalega na ponad 17,5 mld zł. Do tego dochodzą problemy z regulowaniem rat kredytów hipotecznych, które dotyczą ponad 100 tys. polskich kredytobiorców. Nic więc dziwnego, że rośnie liczba upadłości konsumenckich, która zdaniem ekspertów w najbliższych latach zatrzyma się na poziomie 5-6 tysięcy rocznie.

Tylko w październiku upadłość konsumencką ogłosiły 254 osoby. W całym 2015 roku ich liczba najprawdopodobniej przekroczy 2 tys. osób. Skokowy wzrost popularności upadłości konsumenckich jest wynikiem wprowadzenia zmian w prawie pod koniec 2014 roku. Upadłość konsumencka stała się bardziej dostępna, tańsza i atrakcyjna m.in. ze względu na skrócenie okresu spłaty długów z 5 do 3 lat. Wcześniejsze przepisy były na tyle nieprzyjazne, że w ciągu 5 lat obowiązywania ustawy upadłość ogłosiło mniej niż 100 osób. Polacy w tym czasie chętniej korzystali z możliwości ogłaszania upadłości za granicą – szczególnie w Wielkiej Brytanii.

Dla wierzycieli, w szczególności banków, firm telekomunikacyjnych, elektrowni i wodociągów, to raczej zła wiadomość, bo wymusza na nich zmiany w podejściu do windykacji dłużników. Istnieje spore ryzyko, że osoba przytłoczona długami zamiast godzić się na trudne warunki spłaty wynegocjowane z firmami windykacyjnymi, po prostu uda się do sądu z wnioskiem o ogłoszenie upadłości.

Klient w trudnej sytuacji finansowej

Chociaż dzisiaj firmy windykacyjne jeszcze bagatelizują problem, to jednak nowe prawo wymusza na nich zmianę podejścia do niektórych procesów odzyskiwania należności. Podczas II edycji konferencji November Credit and Collection Days organizowanej przez Zoomevents i Polski Związek Windykacji zwrócono na to szczególną uwagę. Zdaniem ekspertów liczba upadłości konsumenckich w ciągu najbliższych lat zatrzyma się na poziomie ok. 5-6 tys. rocznie.

Większość dłużników wpada w kłopoty finansowe na skutek zdarzeń losowych, dlatego dzisiaj to już nie „dłużnik” tylko „klient w trudnej sytuacji finansowej”. To symptomatyczna zmiana podejścia, która momentami jest żywcem przeniesiona ze stosunku wierzycieli do przedsiębiorstw. 80% upadających firm bankrutuje z powodu problemów z płynnością spowodowanej nieterminowym regulowaniem płatności przez ich kontrahentów. Większość bankrutujących firm to dobre spółki, które po prostu miały pecha stać się ofiarą tzw. „zatoru płatniczego”.

Podobnie należy spojrzeć na problemy osób fizycznych, które często tracą źródło dochodów, a co za tym idzie – zdolność do regulowania płatności w terminie lub w ogóle, właśnie z powodów niezależnych od nich. W Polsce ponad 50% gospodarstw domowych nie ma odłożonego 1 tys. zł na „czarną godzinę”. Gdy dwoje partnerów straci pracę to wystarczy kilka miesięcy by długi ich gospodarstwa stały się niemożliwe do uregulowania w normalnym trybie. Zwłaszcza, że często ich wcześniejszy poziom zarobków co prawda pozwalał na w miarę wygodne życie, ale na kredyt, którego wysokość uniemożliwiała zbudowanie dużego kapitału oszczędności. Dla wielu z nich upadłość konsumencka może być najlepszym sposobem na pozbycie się problemu i rozpoczęcie nowego życia, ale to automatycznie powoduje, że większość wierzycieli nie odzyska swoich pieniędzy.

Czy jest się z czego cieszyć?

Polacy nie lubią „windykatorów”, a już w szczególności komorników. Odzyskiwanie długu kojarzy się z nachalnymi telefonami, wysokimi kosztami, licytacjami majątku poniżej jego wartości rynkowej. Komornicy mają chyba najgorszą opinie, ale ciężko sobie na to zapracowali dopuszczając do takich sytuacji i nie wyciągając szybko konsekwencji wobec tych, którzy naginali lub po prostu łamali prawo. To dlatego, nawet gdy ewidentnie mają rację, społeczeństwo ocenia ich negatywnie. Za przykład może służyć komornik z Poznania, który zajął „dziecku pieska”. Ostatecznie okazało się, że zadłużeni rodzice tego dziecka po prostu prowadzili hodowlę psów przeznaczonych na sprzedaż a cała sprawa z „pieskiem” była zwykłą grą na emocjach.

Niewiele wskazuje na to, by dochody Polaków w najbliższych latach wzrosły skokowo, a liczba osób z problemami finansowymi zmalała. Najświeższe prognozy dla Polski wskazują, że będziemy mieć szczęście jeśli utrzymamy 3% wzrost gospodarczy. Liczba dłużników też raczej będzie rosnąć niż maleć. Dla branży windykacyjnej to nie jest zapowiedź nadejścia „złotych czasów” – te już były, bo rosną ceny wierzytelności, obsługi różnych kanałów windykacji, a dłużnicy mają możliwość korzystania z upadłości konsumenckiej. Sprawa jest zatem prosta – im gorzej będzie klientom, tym windykatorom też będzie trudniej.

Łukasz Piechowiak

Udostępnij Artykuł