Europosłowie poparli użycie artykułu 7. wobec Polski

Europarlament wciąż nie dowierza odwilży między Brukselą i Warszawą za rządów nowego premiera Mateusza Morawieckiego. Delegacja PiS uznaje głosowaną dziś rezolucję za „niedorzeczną”. A PO ponownie hamletyzuje.

Parlament Europejski przyjął dziś rezolucję o Polsce większością 422 głosów „za” przy 147 przeciwnych i 48 wstrzymujących się. Rezolucja uzyskała zatem ponad 2/3 głosów, a to większość potrzebna przy ewentualnej zgodzie europarlamentu na stwierdzenie „wyraźnego ryzyka naruszenia praworządności” przez Polskę w ramach postępowania z art. 7. Europosłowie PiS byli przeciw, SLD podjęła decyzję o wstrzymaniu się, a władze PO rekomendowały swym europosłom, by nie w ogóle nie wzięli udziału w głosowaniu. Ale m.in. Róża Thun i Michał Boni poparli uchwałę.

Jej tekst jest bardzo krótki – europosłowie „przyjmują z zadowoleniem” grudniową decyzję Komisji Europejskiej o sięgnięciu wobec Polski po dyscyplinujący art. 7.1 Traktatu o UE z powodu zagrożonej praworządności i wzywają Radę UE (ministrowie krajów Unii) do „podjęcia szybkich działań” w ramach tego artykułu. Ponadto żądają od Rady UE i Komisji Europejskiej regularnych informacji o przebiegu postępowania wobec Polski. W listopadzie 2017 r. europosłowie zdecydowali o rozpoczęciu własnych przygotowań do procedury z artykułu 7., ale – skoro w grudniu zrobiła to już Komisja Europejska – zrezygnowali z tych prac. A dzisiejsza rezolucja ma być tylko politycznym potwierdzeniem, że Parlament Europejski nie odpuszcza w sporze z władzami Polski o praworządność.

Pierwszy etap artykułu 7., na którym znajduje się teraz Polska i reszta UE, grozi co najwyżej karą reputacyjną, czyli uznaniem przez Radę UE (większością 22 z 28 krajów) za zgodą Parlamentu Europejskiego (większością 2/3 głosów), że „istnieje wyraźne ryzyko poważnego naruszenia praworządności przez Rzeczpospolitą Polską”. Konkretne restrykcje (łącznie z finansowymi) to dopiero etap drugi wymagający jednomyślności wszystkich krajów Unii poza Polską. Obecnie to ryzyko czysto teoretyczne – weto od dawna obiecują Węgry, ale ponadto nie ma gotowości Francji, Niemiec i wielu innych krajów Unii do aż takiej eskalacji w stosunkach z Polską. Pomimo to dla wielu europosłów polskiej opozycji nawet czysto teoretyczna wizja sankcji – podobnie było z rezolucją z listopada 2017 r. – działa odstraszająco. Boją się oskarżeń, że poparcie rezolucji to „szkodzenie Polsce”.

Dlatego wczoraj wieczorem delegacja europosłów PO i PSL w klubie centroprawicy oraz grupa SLD we frakcji centrolewicy skłaniały się do decyzji o wstrzymaniu się dziś od głosu w sprawie rezolucji. Jednak w PO – podobnie jak w listopadzie 2017 r. – nie ma w tej kwestii pełnej zgody. – Będę głosować za praworządnością – tak swe poparcie dla rezolucji deklarowała nam wczoraj Róża Thun (PO). Swój głos „za” zapowiadał też Michał Boni (PO). „Wszystkie karty, by uniknąć złej oceny sytuacji w Polsce i wstrzymać procedowanie artykułu 7. są w rękach rządu Morawieckiego” – pisał w mediach społecznościowych. Oboje byli wśród sześciorga europosłów PO, którzy – wbrew decyzji władz partyjnych – nie wstrzymali się, lecz poparli listopadową rezolucję o Polsce.

 

Frans Timmermans: „Dialog jest bardzo ważny, ale nie może trwać bez końca” (Reuters/F. Lenoir)

Frans Timmermans: „Dialog jest bardzo ważny, ale nie może trwać bez końca”

Działania Komisji Europejskiej wobec Polski były już wczoraj wieczorem tematem debaty Parlamentu Europejskiego w Brukseli. – Rezolucja jest niedorzeczna. Podobnie jak nękanie Polski od dwóch lat. Duża część z państwa nie ma pojęcia, co dzieje się w Polsce. Pan Frans Timmermans długo zajmuje się tą sprawą, a i tak ma braki informacyjne – powiedział Ryszard Legutko (PiS) w imieniu klubu konserwatystów (m.in. brytyjscy torysi i PiS). Przekonywał, że w Brukseli „krytykuje się taką Polskę, której nie ma”. A obecne reformy wymiaru sprawiedliwości „nie są oryginalne”, bo składają się z elementów obecnych w systemach prawnych innych demokratycznych krajów Europy.

Timmermans czeka do końca marca

Jednak zarówno debata w Parlamencie Europejskim, jak i dyskusja o Polsce w Radzie UE w ostatni wtorek (27.02.2018) pokazały na ograniczenia dotychczasowej „ofensywy uśmiechów” premiera Mateusza Morawieckiego w Brukseli. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker niedawno sygnalizował optymizm co do zbliżającego się kompromisu z Warszawą, ale w tym tygodniu najpierw sporo krajów w Radzie UE (w tym mocno Paryż i Berlin), a potem przedstawiciele kluczowych frakcji europarlamentarnych jasno zasygnalizowali, że nie wystarczą słowa, a trzeba przynajmniej częściowych ustępstw ze strony Polski. – Nie możemy zamknąć oczu na to, co dzieje się w Polsce. Debatujemy o tym po raz szósty nie dlatego, że chcemy, lecz dlatego, że musimy. Polski rząd nie pozostawia nam wyboru. Uzyskanie większości w wyborach nie oznacza, że można robić, co się chce – powiedziała Maltanka Roberta Metsola w imieniu centroprawicy (m.in. CDU, PO).

 

„Ofensywa uśmiechów” premiera Mateusza Morawieckiego w Brukseli zadziała, ale nie w stu procentach. Na zdjęciu z szefem KE Jean Claudem Junckerem, 9.01.2018 (picture-alliance/abaca/D. Aydemir)

„Ofensywa uśmiechów” premiera Mateusza Morawieckiego w Brukseli zadziała, ale nie w stu procentach. Na zdjęciu z szefem KE Jean Claudem Junckerem, 9.01.2018

Frans Timmermans, który w Komisji Europejskiej zajmuje się kwestiami praworządności, mówił europosłom o „dużym zadowoleniu” z dialogu, który od stycznia trwa między Brukselą i rządem Morawieckiego. – Dialog jest bardzo ważny, ale nie może trwać bez końca. Czekamy do końca marca na konkretne propozycje zmian – zapowiedział jednak Timmermans. Przypomniał, że powinny dotyczyć pięciu głównych problemów wskazanych przez Komisję Europejską – potrzeby opublikowania wszystkich wyroków Trybunału Konstytucyjnego, przywrócenia jego prawowitego składu, zmian w ustawach o Sądzie Najwyższym (chodzi m.in. o nieskracanie kadencji jego członków), o ustroju sądów powszechnych oraz o Krajowej Radzie Sądownictwa.

– To nie jest działanie przeciw Polsce. To jest spór wewnątrz UE z władzami Polski. Nie potrafię wyobrazić sobie UE bez Polski – powiedział Timmermans. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej zapewniał europosłów, że podczas spotkania Rady UE w ostatni wtorek otrzymał „bardzo mocne” poparcie „przytłaczającej” większości krajów dla Komisji Europejskiej dla „szukania konkretnych rozwiązań” w dialogu z Polską.

Europosłowie ponaglają Radę UE

– Język złagodniał, ale w sprawach meritum nie ma zmian – tak dość sceptycznie Austriak Josef Weidenholzer w imieniu centrolewicy (m.in. SPD, SLD) podsumował dotychczasowe odwilżowe gesty rządu Morawieckiego wobec Brukseli. Holenderka Sophie in ’t Veld w imieniu liberałów ponaglała kraje UE do szybkich działań wobec Polski. – Od naszej ostatniej debaty o Polsce sytuacja się pogorszyła. Rada UE musi działać szybko, bo każdego dnia w Polsce demokracja ma się gorzej. Pojawiają się też nowe kontrowersje dotyczące spraw Holocaustu albo inicjatyw na rzecz pełnego zakazu aborcji – powiedziała In ’t Veld. Ale atakowała klub centroprawicy, że zajmuje się Polską, a jednocześnie chroni węgierskiego premiera Viktora Orbána, którego Fidesz należy do tej frakcji. – Jeśli Rada UE nie zadziała należycie, zarządzimy pełne śledztwo Parlamentu Europejskiego w sprawie Polski – ostrzegała Niemka Ska Keller w imieniu Zielonych. Natomiast Timmermansa krytykował Brytyjczyk Nigel Farage z Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa.

Krasnodębski za Czarneckiego

Także dzisiaj Parlament Europejski powinien wybrać następcę Ryszarda Czarneckiego (PiS) na stanowisku jednego z 14 wiceprzewodniczących izby. Europosłowie w lutym przegłosowali zdjęcie Czarneckiego z tej posady za przyrównanie Róży Thun (PO) do szmalcowników. PiS wraz z całym klubem konserwatystów wysunął kandydaturę Zdzisława Krasnodębskiego, a główne frakcje w ramach dżentelmeńskiej ugody zgodziły się nie przeszkadzać dzisiaj w jego wyborze. Nie chce go jednak poprzeć PO, która wypomina Krasnodębskiemu m.in. słowa o „Donaldzie Tusku, który powinien przyjąć obywatelstwo Niemiec”. Głosowanie jest tajne. Jedynym kontrkandydatem, który raczej nie zagrozi Krasnodębskiemu, jest Estończyk Indrek Tarand.

 

Tomasz Bielecki, Bruksela

Znalezione obrazy dla zapytania logo deutsche welle

 

Udostępnij Artykuł