Inwestycje bez praworządności nie mają sensu

Znowu wiele się dzieje, jeśli chodzi o kwestie praworządności w krajach Unii Europejskiej. Padają słowa i podejmowane są wstępne decyzje. W orędziu o stanie Unii Jean-Claude Juncker stwierdził, że Komisja Europejska, której przewodniczy, sprzeciwia się wszelkim atakom na rządy prawa i cały czas niepokoi ją sytuacja polityczna w niektórych państwach członkowskich; wsparł też jednoznacznie działania swego zastępcy Fransa Timmermansa, ale nie wymienił dyplomatycznie żadnego państwa.

W tym samym dniu Parlament Europejski zdecydował o wszczęciu postępowania przeciw Węgrom o naruszenie podstawowych wartości Unii (art. 7, z którego już Polska ma postępowanie z wniosku Komisji), ale przewodniczący Juncker w wywiadzie dla Polsat News oznajmił, że „nie mamy zamiaru odbierać Polsce prawa do głosowania w związku ze sporem o praworządność między Brukselą a Warszawą”. Jednakże w następnym tygodniu Rada do spraw ogólnych Unii po raz kolejny wysłuchała Polskę w ramach procedury z art. 7, a po kolejnym tygodniu Komisja Europejska skierowała do Trybunału Sprawiedliwości pozew o łamanie przez Polskę prawa unijnego w związku z ustawą o Sądzie Najwyższym, zwracając się jednocześnie o tryb przyspieszony i zastosowanie środka zabezpieczającego, czyli zawieszenia ustawy o SN do czasu wydania wyroku.

Istotne było też przesłanie skierowane przez Junckera do „nowej Europy” na szczycie Trójmorza, gdzie przypomniał o tym, że do tej pory uczestniczące w szczycie kraje uzyskały z funduszy europejskich 150 mld euro, a zakończył dobitnie: dla Komisji i znacznej części Unii „inwestycje bez praworządności nie mają sensu”.

Wydaje mi się, że tym, co te różnorodne słowa i działania „Komisji i znacznej części Unii”, czyli płatników netto, spaja w rysującą się całość, jest toczący się po cichu proces legislacyjny w sprawie wniosku Komisji do Parlamentu Europejskiego z 2 maja br. w sprawie „ochrony budżetu Unii w przypadku uogólnionych braków w zakresie praworządności w państwach członkowskich”. W przypadku stwierdzenia takich „uogólnionych braków”, do których należy zagrożenie niezawisłości sądów, Komisja mogłaby zawiesić i obniżyć środki finansowe UE lub ograniczyć dostęp do nich w sposób proporcjonalny do charakteru, wagi i zakresu wspomnianych braków. Rada UE mogłaby odrzucić wniosek Komisji, ale tylko tzw. odwróconą większością kwalifikowaną. W braku takiej większości (co najmniej 55 proc. państw członkowskich reprezentujących co najmniej 65 proc. ogółu ludności UE) decyzje podjęte przez Komisję wejdą w życie, a dotyczyć one mogą wszystkich funduszy europejskich zarządzanych wspólnie przez Unię i państwa członkowskie, czyli funduszy strukturalnych, spójności, rozwoju regionalnego i obsługującego wspólną politykę rolną, w tym dopłaty bezpośrednie.

W uzasadnieniu projektu Komisja, na nikogo nie wskazując palcem, stwierdziła, że „szereg ostatnich wydarzeń wykazał jednak uogólnione słabości krajowych mechanizmów kontroli i równowagi oraz pokazał, jak brak poszanowania praworządności może stać się kwestią wzbudzającą poważne i powszechne obawy na terytorium Unii Europejskiej. W następstwie tych wydarzeń instytucje takie jak Parlament Europejski, jak również ogół społeczeństwa zażądały od UE podjęcia działań w celu ochrony praworządności”. Elegancko, ale wiadomo, o co i o kogo chodzi.

Projekt rozporządzenia przewiduje, że Komisja będzie podejmować decyzje o zamrożeniu środków z funduszy europejskich, uwzględniając m.in. wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz zalecenia właściwych organizacji międzynarodowych. Jeśli o przypadek Polski chodzi, to zalecenia Komisji Weneckiej i Rady Europy tworzą całkiem pokaźne dossier, które może zostać wykorzystane, gdy przyjdzie co do czego, a uzupełnione ono zostanie o odpowiedzi TSUE na pytania prejudycjalne polskiego Sądu Najwyższego i sądów niższych instancji oraz wyroki w sprawie ostatniego pozwu skierowanego przez Komisję, która, jak sadzę, doskonale sobie zdawała sprawę, co i przede wszystkim po co to robi. Wszystko składa się w całość.

Interesujące jest również wskazanie na traktatową podstawę projektu rozporządzenia: art. 322 ust. 1 punkt a. traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który stwierdza, że „Parlament Europejski i Rada, stanowiąc zgodnie ze zwykłą procedurą ustawodawczą i po konsultacji z Trybunałem Obrachunkowym, przyjmują w drodze rozporządzenia: a) zasady finansowe określające w szczególności warunki uchwalania i wykonywania budżetu oraz przedstawiania i kontrolowania rachunków”.

Komisja za zgodą płatników netto podeszła w sposób elastyczny i wysoce kreatywny do tego artykułu traktatu, w którym na pierwszy i kolejne rzuty oka trudno znaleźć uzasadnienie dla powiązania budżetu UE z niezawisłością sądów w państwach członkowskich. Wskazuje to na skoncentrowaną wolę polityczną, by z tymi państwami, które praworządność łamią i całej Unii grają przy tym nas nosie, skutecznie sobie poradzić. Procedura z art. 7 traktatu o UE okazuje się ślepą uliczką, bo będzie się świadczył Cygan swoim dzieckiem: Polska będzie blokowała sankcje w stosunku do Węgier, a Węgry w stosunku do Polski, czyli wiódł ślepy kulawego, dobrze im się działo. Ale rozporządzenie jest przyjmowane przez Parlament większością zwykłą, a przez Radę – kwalifikowaną, i Polska razem z Węgrami nie mają szans na stworzenie mniejszości blokującej (co najmniej cztery państwa członkowskie reprezentujące 35 proc. ludności Unii).

Moja od dziś koleżanka po blogu, Ewa Siedlecka z POLITYKI, niedawno martwiła się, że „PiS wszystkich wykiwał”, Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości się guzdrzą, a PiS wbija gwoździe do trumny państwa prawa i jeszcze urywa im łebki. Nie podzielałem tego zniecierpliwienia, bo kiedy byłem ministrem spraw wewnętrznych i uczestnikiem posiedzeń Rady Unii, na własne oczy obserwowałem, że młyny brukselskie mielą powoli, ale kiedy pojawi się okoliczność, możliwość i potrzeba, to nagle przyspieszają.

Niestety, koszty awanturnictwa PiS poniesiemy wszyscy, nie tylko jego entuzjaści. Ale to wiernym wyborcom PiS można zadedykować wybuch Maćka Dobrzyńskiego z księgi ósmej „Pana Tadeusza”:

A głupi! a głupi!
A głupi wy! na kim się mleło, na was skrupi.

autor : Ludwik Dorn

25.09.2018

Interesariusz III RP - Blog Ludwika Dorna

Udostępnij Artykuł