Kusząca i zyskowna inwestycja dla Kowalskiego

Są mniej bezpieczne od lokat, ale potencjalnie bardziej dochodowe. Więcej można zarobić na akcjach, ale obligacje charakteryzują się znacznie większą przewidywalnością. Przez długi czas dostępne były tylko dla inwestorów instytucjonalnych. Rynek obligacji korporacyjnych coraz szerzej otwiera się dla inwestorów indywidualnych.

63,13 mld zł – taka była wartość obligacji korporacyjnych (oraz listów zastawnych, ale stanowiących niewielką część portfela) w połowie czerwca. Zdecydowana większość dłużnych papierów znajduje się w rękach inwestorów instytucjonalnych: funduszy inwestycyjnych, OFE i banków.

Coraz więcej obligacji trafia jednak do inwestorów indywidualnych. Kilka emisji skierowanych do osób fizycznych rozeszło się w tym roku na pniu. Przy rekordowo niskim oprocentowaniu lokat bankowych, niskich zyskach z obligacji skarbowych (za granicą sprzedawane są już z ujemnym oprocentowaniem) obligacje korporacyjne stanowią ciekawą alternatywę inwestycyjną, kuszącą ponadprzeciętnym zyskiem. Trzeba pamiętać, że nie jest to jednak inwestycja wolna od ryzyk.

Uważaj na oprocentowanie

Podstawowym walorem obligacji korporacyjnych jest oprocentowanie. Na rynku dostępne są papiery ze stałą stopą oraz zmiennym oprocentowaniem, opartym o międzybankowy indeks WIBOR trzy lub sześciu miesięczny plus marża. Łącznie wynagrodzenie dla nabywcy obligacji wynosi około 2-4 proc. rocznie. Oczywiście może też być znacząco wyższe, sięgające nawet przeszło 10 proc. Na takie atrakcyjne warunki trzeba jednak uważać.

Zbyt wysokie oprocentowanie obligacji może sugerować, że mamy do czynienia z papierem wysokiego ryzyka. Jeśli emitent tak drogo płaci za uplasowanie długu, to może oznaczać, że jest to dla niego jedyna dostępna forma pozyskania finansowania, że banki odmówiły mu udzielenia tańszego kredytu, zawiodły też inne sposoby zdobycia kapitału.

Wniosek: Inwestycja w wysoko oprocentowany papier wiąże się z odpowiednio wyższym ryzykiem braku wypłacalności emitenta. Co do zasady uważa się, że progiem, powyżej którego papier staje się mocno ryzykowny, jest oprocentowanie wyższe niż 5 proc.

Trzeba jednak pamiętać, że niezależnie od wysokości oprocentowania inwestycja w obligacje może zakończyć się utratą całości ulokowanego kapitału. W przeciwieństwie do lokat bankowych, papiery dłużne, podobnie jak inne instrumenty inwestycyjne, nie podlegają żadnej ochronie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Na rynku sprzedawane są co prawda obligacje zabezpieczone na różnych aktywach, które można spieniężyć w razie problemów emitenta z wykupem długu, ale po pierwsze są mniej dochodowe niż obligacje niezabezpieczone, a po drugie trafiają zazwyczaj do inwestorów instytucjonalnych.

Zważ ryzyka

Jest jeszcze jedno ryzyko związane konkretnie z obligacjami, tymi emitowanymi przez banki. Polski sektor bankowy jest bardzo stabilny i żadne upadłości, przynajmniej w segmencie komercyjnym, nie czają się na horyzoncie. Trzeba jednak pamiętać o najnowszych wytycznych europejskiego nadzoru finansowego, który chce, żeby koszty ratowania banku, jeśli znajdzie się w tarapatach, najpierw ponosili akcjonariusze, a w drugiej kolejności obligatariusze. Zresztą wszyscy posiadacze obligacji muszą pamiętać, że w razie bankructwa emitenta mają bardzo małe szanse na odzyskanie zainwestowanych pieniędzy, ponieważ znajdują się na końcu kolejki wierzycieli zaspokajanych ze sprzedaży majątku bankruta.

Na szczęście takich sytuacji jest niewiele, bo, jak podaje serwis Obligacje.pl, w ciągu ostatnich 12 miesięcy suma niewykupionych papierów dłużnych przez emitentów korporacyjnych wyniosła 102 mln zł, co stanowi niewiele ponad 3 proc. całego portfela obligacji.

Większa przewidywalność

Tyle o minusach i zagrożeniach. To, co kusi w przypadku obligacji, to przede wszystkim zwrot z inwestycji, który jest potencjalnie wyższy niż z bankowego depozytu, przy poziomie ryzyka znacznie mniejszym niż w przypadku akcji. Obligacje zapewniają większą przewidywalność inwestycji. Jest to instrument o znanym z góry terminie zapadalności i gwarantowanych odsetkach.

Odsetki od obligacji wypłacane są co miesiąc, kwartalnie, co pół roku lub co 12 miesięcy. Inwestycję można też zakończyć przed terminem wykupu obligacji, sprzedając je na rynku wtórnym – korporacyjne obligacje są notowane na rynku Catalyst. Dodatkowo można zatem zarobić na rosnącej wycenie papieru, jeśli jego cena na giełdzie idzie w górę.

Trzeba tutaj pamiętać o jeszcze dwóch rodzajach ryzyka, które mogą wpłynąć na dochodowość naszej inwestycji w obligacje. Po pierwsze, papiery notowane są na rynku i ich cena, podobnie jak w przypadku akcji, podlega wahaniom. Jeśli spadnie ona poniżej poziomu, po jakim papier był kupowany i nie wróci do poprzedniego poziomu w momencie wykupu, inwestor poniesie realną stratę. Głębokie przeceny zdarzają się jednak rzadko. Generalnie wycena obligacji oscyluje wokół wartości nominalnej.

Po drugie, spora ich część charakteryzuje się niewielką płynnością, co oznacza że niełatwo może być znaleźć nabywców w sytuacji, gdy będziemy chcieli wyjść z inwestycji przed terminem. Niemniej obligacje objęte przez inwestorów indywidualnych są dość chętnie obracane i rynek jest w chwili obecnej na tyle głęboki, że obligatariusze raczej nie mają problemów z wyjściem z inwestycji.

Warto pamiętać, że tylko niewielka część emisji skierowanych do indywidualnych inwestorów dostępna jest dla osób o mniej zasobnych portfelach. Na zakup obligacji trzeba wydać co najmniej kilka tysięcy złotych. Udział w ofercie wymaga założenia rachunku maklerskiego, na którym zdeponowane zostaną papiery dłużne. Dostępną dla szerszej grupy klientów pośrednią formą inwestowania w obligacje są fundusze inwestycyjne.

Na naszym rynku dostępnych jest kilkanaście rozwiązań tego typu. Część z nich koncentruje się wyłącznie na papierach emitowanych przez polskie spółki, pozostałe działają w skali globalnej. W ciągu minionego roku zdecydowanie lepsze wyniki osiągały fundusze z pierwszej grupy – średnio wypracowały ponad 2 proc. zysku, podczas gdy fundusze inwestujące w skali globalnej w tym czasie osiągnęły średnio zwrot w wysokości 0,6 proc.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że wybierając konkretny fundusz należy zapoznać się nie tylko z polityką inwestycyjną, lecz także z wysokością pobieranych przez niego opłat i prowizji, które mogą mieć istotny wpływ na finalną dochodowość naszej inwestycji.

Konrad Grzelec

BGŻOptima

Udostępnij Artykuł