Nie jesteś anonimowy. Uważaj, co piszesz w internecie

Jeden opublikowany w internecie komentarz może sprawić wiele kłopotów. O to, co grozi za mowę nienawiści komentującemu i serwisowi, w którym komentarz się pojawia, zapytaliśmy prawnika. Temat ostatnio nabrał na znaczeniu w kontekście głośnej debaty publicznej na temat przyjeżdżających do Europy uchodźców.

Jakiego rodzaju komentarze mogą w obecnym stanie prawnym  spowodować interwencję organów ścigania?

Łukasz Rdzeń, radca prawny: Jeżeli ktoś w publicznej wypowiedzi znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej czy wyznaniowej, musi liczyć się z potencjalnym zainteresowaniem tą wypowiedzią przez organy ścigania. Podobnie będzie z publicznymi wypowiedziami, które propagują totalitarny ustrój państwa, nawołują do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych. Obserwując chociażby komentarze jakie pojawiają się w internecie podczas dyskusji dotyczących problemu uchodźców, nie trudno więc dopatrzyć się potencjalnego naruszenia w wielu komentarzach dotyczących tego tematu.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z apelem „o wzmożenie wysiłków w celu przeciwstawienia się rosnącej fali nienawiści wobec migrantów”, także w internecie. Już wcześniej pojawiały się informacje o tym, że prokuratura reaguje na komentarze nawołujące do nienawiści wobec uchodźców. Czy list Rzecznika Praw Obywatelskich może świadczyć o tym, że tych reakcji będzie więcej?

Trudno powiedzieć jaki wpływ będzie mieć list Rzecznika Praw  Obywatelskich na pracę wymiaru sprawiedliwości. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że to nie tylko problem prokuratury, ale również i sądów. Głośno było wokół decyzji białostockiego prokuratora, który uznał swastykę za symbol szczęścia, a nie za symbol nazistowskich Niemiec. W ostatnich dniach media donosiły również o wyroku sądu w Bielsku Białej, który w odnoszącym się do Romów stwierdzeniu „izolacja lub wygnanie i będzie spokój”, nie dopatrzył się przestępstwa i postępowanie umorzył. Nawet zakładając, że reakcja organów będzie stanowcza i będzie odnosiła się do szerszego grona internautów, ostateczny efekt pozostaje niewiadomą.

Czy do zwiększenia kontroli nad komentarzami potrzebne są jakieś zmiany w przepisach, czy obecny stan prawny do tego wystarczy? Czy niezbędne będzie tu współdziałanie wydawców? Na taką drogę zdecydował się np. właściciel serwisu wykop.pl.

Obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odpowiedzialności za treści publikowane przez użytkowników internetu nie są idealne. Należy jednak pamiętać, że niezmiernie trudno znaleźć równowagę pomiędzy wolnością wypowiedzi, odpowiedzialnością za słowo i możliwościami technicznymi, czy organizacyjnymi administratorów serwisów. Na pierwszej linii zawsze będą administratorzy serwisów, bo to oni odpowiadają za bezprawne treści, jeżeli po otrzymaniu stosownego zawiadomienia bezzwłocznie ich nie zablokują. Poza tym prawo nakłada na nich obowiązek udostępnia organom ścigania informacji o użytkownikach, którzy opublikowali bezprawne treści. Policja i prokuratura mają więc narzędzia pozwalające na walkę z mową nienawiści w internecie. Warto w tym miejscu posłużyć się analogią do pijanych kierowców. Jak pokazuje praktyka – kontrole i zaostrzanie przepisów nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Pozostają one bez wpływu na społeczne przyzwolenie dla tego rodzaju zachowań czy panujące obyczaje. W przypadku tzw. hejtu w internecie wydaje się być podobnie.

Czy fakt, że internauta zostawiający taki komunikat  nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem (posługuje się nickiem), chroni go w  jakiś sposób przed organami ścigania?  Innymi słowy, w jakiej sytuacji internauta pozostanie anonimy i może mu się udać uniknąć odpowiedzialności na wpis?

Internet nie zapomina. O tym fakcie zapominają często sami użytkownicy lub są tego nieświadomi. Internet nie jest miejscem, gdzie przeciętny internauta pozostaje anonimowy. Bez znaczenia jest to czy, internauta zamieści w danym serwisie wpis jako zalogowany użytkownik, czy podpisze się imieniem i nazwiskiem. Użytkownicy są identyfikowani po numerach IP urządzeń, z których korzystają. Znając IP można ustalić, z mniejszą lub większą dokładnością, kto i gdzie z tego urządzenia korzystał, i w konsekwencji kto dany wpis zamieścił w internecie.

Czy wydawca może odmówić informacji o IP internauty, który zostawił komentarz? Jaka była dotychczasowa praktyka wydawców? Co grozi wydawcy, który nie będzie współdziałał z prokuraturą w takiej sprawie?

Przepisy prawa nakładają na administratorów serwisów obowiązek udostępniania organom ścigania żądanych przez nich informacji o użytkownikach. Jedynym przypadkiem kiedy administratorzy serwisów mogą odmówić, jest sytuacja gdy policja czy prokuratura działa niezgodnie z prawem, np. skierowała do administratora serwisu postanowienie z żądaniem udostępnienia danych zawierające błędy formalne czy merytoryczne. Administrator serwisu, który nie współpracuje z organami ścigania i nie udostępnia tych danych, w najlepszym przypadku może zostać ukarany grzywną, a w najgorszym może mu zostać postawiony zarzut utrudnienia lub udaremnienia postępowania karnego. Współpraca administratora serwisu Wykop nie jest więc jego swobodną decyzją, a obowiązkiem uregulowanym w przepisach prawa.

Co grozi internaucie za nienawistny wpis o uchodźcach w internecie? Jak można się bronić, gdy ktoś dostanie już taki zarzut?

Publiczne propagowanie ustroju totalitarnego lub nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych albo wyznaniowych jest zagrożone karą grzywny, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. W przypadku publicznego znieważenia grupy ludności albo poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej albo wyznaniowej mówimy już o zagrożeniu karą pozbawienia wolności do lat 3.

W przypadku wszczęcia postępowania nie można sprawy bagatelizować. Należy jednak pamiętać, że organy ścigania w pierwszej kolejności muszą ustalić dane podejrzanego. Mając na uwadze, że często z tego samego komputera korzysta więcej niż jedna osoba, nie będzie to proste. Na korzyść ewentualnego podejrzanego może również działać brak zamiaru wywołania skutku w postaci nawoływania do nienawiści czy znieważenia danej grupy ludności lub konkretnej osoby. Każdy przypadek będzie rozpatrywany indywidualnie, w oparciu o szczegółową analizę treści internetowego wpisu, stopień winy sprawcy czy stopień społecznej szkodliwości czynu.

Rozmawiała Magdalena Biednik

Udostępnij Artykuł