Nikt nie lubi banków – same sobie na to zapracowały!

Nieprzyjazne banki, czyli co jeszcze złego możemy ci zrobić? Jesteśmy karmieni przez media reklamami banków, w których młodzi, piękni i superuprzejmi pracownicy instytucji finansowych niemal stają na głowie, aby spełnić nasze oczekiwania. Nazwijmy sprawę po imieniu: Chcą wcisnąć nam kolejną pożyczkę. Jak daleki od prawdy jest wytworzony przez media obraz banków, przekonać się mogą ci klienci, którzy wpadli w problemy finansowe i nie są w stanie terminowo obsługiwać kredytów.

Szczególnie bolesne są w tej kwestii doświadczenia kredytobiorców hipotecznych. Im bowiem zagraża utrata dachu nad głową, czyli możliwa eksmisja kredytobiorcy oraz całej jego rodziny.

Aby nie wracać do przeszłości, kiedy to jeszcze banki pamiętały, że są instytucjami publicznego zaufania, załóżmy, że rzecz dzieje się w tym roku. Przyjmując takie założenie, zastanówmy się…

…co może zrobić bank, gdy kredyt hipoteczny jest zagrożony?

1. Zrestrukturyzować kredyt, czyli zmniejszyć na pewien czas miesięczne obciążenia, aby klient „złapał oddech”. Po chwilowych trudnościach kredytobiorca wróci do normalnej spłaty. Ma to sens wtedy, kiedy problemy klienta ze spłatą zobowiązania są czasowe.

2. Oddłużyć częściowo (lub całkowicie) klienta, poprzez uzgodnienie z kredytobiorcą sprzedaży mieszkania z wolnej ręki. Jest to działanie zalecane w szczególności, kiedy nie widać szans na uratowanie kredytu. Czasami jednak nie ma to żadnego sensu, czego przykładem mogą być kredyty zaciągnięte we frankach szwajcarskich, dla których dzisiaj zobowiązanie jest ponad 2 razy większe od wartości zakupionej nieruchomości).

3. Namówić klienta na złożenie wniosku o upadłość konsumencką. Mieszkanie wejdzie wtedy do masy upadłościowej i zostanie sprzedane przez syndyka, niemal zawsze za wyższą cenę niż zrobiłby to komornik w wyniku licytacji komorniczej. Poza tym będzie to forma sprzedaży z wolnej ręki, klient zaś dostanie pieniądze na najem. Rozliczenie z bankiem nastąpi znacznie szybciej niż miałoby to miejsce przy licytacji komorniczej.

Teoria i praktyka – to dwa różne światy

Rozwiązanie 1: Restrukturyzacja długu jest co prawda praktykowana przez banki, ale nie w każdej sytuacji i prawie zawsze – nieudolnie.

Rozwiązanie 2: Poza 2-3 bankami, to klient sam musi wpaść na częściowe ograniczenie swojego długu. Najczęściej jednak nie wie, że taka możliwość istnieje, szczególnie, jeśli z kwoty sprzedaży nieruchomości nie uda się spłacić całości kredytu.

Rozwiązanie 3. Upadłość konsumencka nie jest stosowane obecnie przez banki w Polsce.

Jakie zatem najczęściej, stosują banki rozwiązanie problemu z niespłacanym kredytem hipotecznym?

Krok 1. – Monit.

Krok 2. – Drugi monit.

Krok 3. – Wypowiedzenie umowy.

Krok 4. – Bankowy tytuł egzekucyjny, tzw. „Batonik” (w slangu bankowym – BTE).

Następnie zadłużonego klienta czeka już tylko komornik i licytacja nieruchomości.

Zatruty batonik

Przypomnę tylko, że BTE jest niezgodne z Konstytucją RP. Bank więc, w pełni świadomie łamie konstytucyjne prawa kredytobiorcy.

Jakie formy egzekucji wpisują (komornikowi do wykonania wyroku) bankowcy do BTE? Zazwyczaj – wszystkie możliwe. Nie jest to tylko egzekucja z nieruchomości.

A warto podkreślić, że możliwości jest sporo i są to m.in.: zajęcie wynagrodzenia z miejsca pracy, zablokowanie wszystkich kont bankowych, zajęcie ruchomości (np. posiadanego auta) oraz zajęcie ruchomości z miejsca zamieszkania dłużnika. Jeśli komornik „wczuje się rolę” i będzie zachowywać się jak Szyc z filmu pt. „Komornik”, to może wynieść wszystko co znajdzie się w mieszkaniu, łącznie z zabawkami dziecka. Co ważne na oczach członków rodziny, zarówno tych dorosłych, jak i nie za dużych. Jest to ogromne upokorzenie dla kredytobiorcy.

Istotne jest jednak, że środki uzyskane ze sprzedaży rzeczy osobistych dłużnika, dają kwotę prawie nieistotną w porównaniu z jego zadłużeniem. Ale kto w banku przejmowałby się losem niesolidnego kredytobiorcy, czy też członków jego rodziny?!

Licytant – w dom, właściciel – won!

Sama licytacja, jak i jej następstwa, to kolejne, ogromne upokorzenie kredytobiorcy i jego rodziny. Handlarze mają wiele metod na opornych byłych właścicieli. Bardzo często stosują wręcz metody niezgodne z prawem w tym, np.: eksmisja dłużnika podczas jego nieobecności w mieszkaniu (wymiana zamków, w czasie, gdy kredytobiorca jest np. na zakupach). A to przecież nie jedyna „sztuczka” z życia wzięta. Co się dziej, gdy licytant ma już prawa do mieszkania, a były właściciel nie chce lokalu opuścić (np. obowiązuje okres ochronny). Nowy właściciel wynajmuje lokal postronnym osobom, których zadaniem jest zajęcie na 24 godziny toalety. Rodzina natomiast siedzi w tym czasie w kuchni…

Można bez wariantów siłowych pozbyć się „dzikich lokatorów”? Można!

Gdzie ma się pójść poskarżyć były właściciel? Na policję? Do sądu? Wolne żarty… Dlaczego banki wybrały sobie absolutnie najgorszą drogę do odzyskiwania należności? Czy nie ma nic lepszego poza licytacją?

Odpowiedź wydaje się oczywista: Bo to droga najprostsza. Jeśli ktoś, kiedyś napisał konkretne procedury, to po co je zmieniać? Pracownik banku ma dzisiaj zakaz kombinowania. Jego zadaniem jest jedynie wykonywanie procedur, nawet jeśli są one absurdalne!

Warto określić główne wady związane z egzekucją należności poprzez licytację komorniczą:

1. Bank bardzo długo czeka na swoje pieniądze (zwykle dostanie tylko część, w zależności od poziomu LTV). Może to trwać nawet od 4 do 5 lat.

2. Każda inna metoda przyniosłaby bankowi znacznie wyższą kwotę odzyskanych należności, w stosunku do licytacji komorniczej.

3. Jest to metoda wyjątkowo kosztowna, komornik kasuje 15 proc. odzyskanej kwoty, plus nalicza swoje koszty.

4. Jest to działanie absolutnie barbarzyńskie wobec dłużnika i jego rodziny. Czy myślisz naiwny internauto, że ktoś się ulituje nad rodziną, która wpadła w niedostatek z powodu tragedii (np. jedyny żywiciel rodziny zginął w wypadku lub poważnie się rozchorował)? Ależ skąd!

Procedury tego nie przewidują – sprawiedliwość musi być!

Z punktu widzenia banku sprzedaż poprzez licytację komorniczą ma jednak jeden ogromny plus. Otóż, jeśli ze sprzedaży nieruchomości – przez komornika – bank zanotuje stratę, może ją wrzucić w koszty działalności.

Nie ma takiej możliwości, jeśli sprzedaż jest z wolnej ręki, nawet za znacznie wyższą kwotę niż uzyskałby ją komornik.

Co to oznacza? Banki, a zwykle są to podmioty z kapitałem zagranicznym, robią sobie z naszych rodaków tarczę podatkową!

Krzysztof Oppenheim

Nieruchomości Boża Krówka

Nieruchomości Boża Krówka

 INTERIA.PL

Udostępnij Artykuł