Orzeł i pięść *

Czyli dwugłos w sprawie ptactwa narodowego.

Głos Pierwszy – @mag: Bocian a sprawa polska

Jakiś dziwny ten koniec lata.  Pogoda wciąż piękna, a bociany odleciały wcześniej niż zwykle. Nawet nie zdążyłam namierzyć ich przygotowań do podróży.
Podobno, dzięki nieustająco pięknej pogodzie tego lata, szybciej  przyuczyły młode do inicjacji, czyli – do odlotu. Tak powiadają bocianolodzy. Tutejsi.
Podobno co czwarty bocian jest Polakiem, wyczytałam w guglach i już wczesną wiosną wraca na ojczyzny łono. Inne są m.in. „narodowości”  hiszpańskiej czy niemieckiej.
Tak sobie myślę, że może byłoby lepiej, gdybyśmy podmienili w polskim godle, czyli znaku firmowym, orła na bociana.
I jeden, i drugi ptak to drapieżcy, ale jakże różni w sferze symboliki.
Bocian biały   „przynoszący dzieci”, to przecież tchnący optymizmem przekaz w odróżnieniu od nabzdyczonego, dumnego (z czego – pytam?) orła.
Może i on bogu ducha winien (ten orzeł), ale mi obrzydł przez patetyczne odniesienia.
Bociek  w godle byłby jakby w czeskim stylu, sympatycznym przymrużeniem oka.
Problem w tym, czy na takie oka przymrużenie nas  stać, nas urodzonych od pokoleń do sławienia martyrologii i towarzyszącemu jej ponuractwu.

Mag

Głos Drugi – @Tanaka: Podtytuł – jak tytuł

Polacy, nic się nie stało! – słychać zewsząd, najczęściej wtedy gdy się stało. Nie tylko gdy mleko się rozlało, ale zwłaszcza wtedy gdy substancja narodowa z Polaka wycieka: im więcej niekompetencji, zakłamania, fałszowania historii i politycznej nędzy; im więcej samoizolacji i niezdolności do współpracy; im więcej sprokurowanych katastrof dziejowych, a wszystko to w oparach wzmożeń moralnych i przemodleń (o Boże!), czego nieuchronnym skutkiem rzucanie lekką, bo rozgrzeszoną ręką uzurpatora kolejnych kamieni na szaniec – jak zgrabnie literacko, a życiowo marnie nazywa się u nas ludzkie życiorysy, które na szańcu muszą rozpaczliwie sczeznąć w imię kolejnego fantazmatycznego pacierza – tym Polak bardziej dumny, nadęty i zwycięski! I tak do kolejnej klęski.

Flaga Unii Europejskiej to szmata! Tak się dowiadujemy od miarodajnej posła partii rządzącej. Nie, nie ma tu błędu rodzaju – wedle żądań rzeczonej, jest ona i jest poseł w niej. Nie żadna „posłanka”, dziecinada i skakanka. A najbardziej bije w niej serce, czyli – Maryja. I dlatego te ust i głowy produkcje. Jest continuum: twarda ręka sprawiedliwości dziejowej niejakiej Dominiki Arendt-Wittchen, pełnomocniczki pisowskiego wojewody dolnośląskiego, ląduje na buzi kobiety broniącej polskiej konstytucji, z odpowiednim wrzaskiem: zamknij się, głupia babo! Baba od bab wyzywa, niewątpliwie – niegłupio. Trzebaż lepszego dowodu na własnowolne poniżenie kobiety w  sobie, ściśle zgodne z katolickim życiem rodzinnym? Jest przecież fundament, a jakże – lat tysiąc pięćdziesiąt mający, znaczy – najlepszy z najlepszych i najprawdziwszy z prawdziwych. Co ja gadam: Jedyny Prawdziwy! Innego zaś nie ma, bo co inne to nihilizm, komunizm, pedalizm i  unijna szmata czyli cywilizacja śmierci. W Polsce rządzi Cywilizacja Miłości. Tak rządzi, że śmierdzi. Wy mordy zdradzieckie!; wy Polacy najgorszego sortu! – słyszymy echem brzmiące, niczym Wojskiemu knieje litewskie, wezwanie założycielskie prostego posła z ławy, któremu wtóruje jeszcze prostszy lokator Pałacu Prezydenckiego. I dlatego, jeden z drugim, no i suweren – orzeł!

Znalezione obrazy dla zapytania zdjęcia do uderzyła w twarz działaczke kod

Oto Orzeł Polski: morda zdradziecka dostaje w mordę od Polskiego Orła. Za obywatelskość, za konstytucję, czyli za zdradzieckość – czyli za radzieckość oraz za wszystko. Już on tam wie, za co go biją. Kto bije, ten kocha – głoszą wieczne, katolickie mantry rodzinnego niewolnictwa. Osobliwie, tym kochającym zawsze jest tzw. mężczyzna: ojciec dzieciom, mąż żonie oraz ojciec dzieciom poczętym w jej łonie; no i jeszcze bardziej kochający (bo aż miłujący) i jeszcze bardziej tzw. mężczyzna: członek kleru katolickiego. Tu przywali a tam zgwałci, dziecko, co ci zrobił proboszcz – ałci? No, ale o tym nie rozmawiajmy, tego byłoby za wiele, dajmy sobie rączki i chodźmy rodzinnie do kościoła – jak co niedzielę. Trzebaż lepszego Znaku orła, ktory jest brudny, sparszywiały i boleśnie brzydki?

Orzeł biały to stanowczo za wielki ciężar na polskie barki i ich głowę. Marzenie, ambicja i jej próżne wzdęcie ponad możność – i dlatego Kościuszko co sie z nieba zwymiotował oraz pozostałe skutki. Biel orła zbytnio biała; lekkość lotu, zasięg horyzontu, wolność szybowań od wschodu do zachodu i z powrotem, z południa na północ i ponad morza – to za wiele na niewolną psyche Prawdziwego Polaka. Nawet Maryja orłu nie dostaje: raz tylko fruwała i bardzo lokalnie. Miast orła mieć bociana? I to będzie ponad polską miarę. A może mieć w herbie Latający cyrk Monty Pythonów? Nie, nie ten genius loci! U nas, jak co leci, to tzw. wiącha. A jak jakaś locja, to zaraz jej Eu-geniusz: Europa – NEIN!, a locja i nawigacja to koniecznie – smoleńska. Mieć fruwającego buraka? Polska cała taka. Nie, nie cała taka? Ma w sobie cnego, porządnego, jasnego, bo najgorszego sortu Polaka? Pokażcie tego cudaka!

Tanaka

6.09.2018

[* – tytuł nawiązuje do polskiego filmu „Prawo i pięść”. Są do nawiązania dobre powody]

Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

Udostępnij Artykuł