Start, ale czy up?

„Chcemy być w oku cyklonu cyfrowej rewolucji” – tak w jednym zdaniu wicepremier Mateusz Morawiecki wyjaśnił, dlaczego rozwój innowacyjnych firm stał się jednym z pięciu filarów jego planu. Czy to wystarczy, aby wesprzeć rozwój rodzimych start-upów i zaaplikować innowacyjny skok polskiej gospodarce?

Przedsiębiorczość, innowacyjność, start-upy – te trzy słowa często przewijały się przez zaprezentowany w połowie lutego przez ministra Mateusza Morawieckiego „Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju„. Zgodnie z jego diagnozą polskiej gospodarce szybko wyczerpuje się paliwo, które obecnie ją napędza. A skoro jesteśmy w trakcie nowej, cyfrowej rewolucji, nie sposób nie postawić na rozwój innowacyjnych firm, które będą w stanie przenieść polską gospodarkę na wyższy poziom i powstrzymać drenaż talentów, które opuszczają Polskę i rozwijają swoje biznesy poza krajem.

– Badania pokazują, że firmy wysokiego wzrostu przyczyniają się w znaczący sposób do tworzenia nowych miejsc pracy, zwiększenia konkurencyjności i innowacyjności gospodarek, a w konsekwencji do wzrostu gospodarczego – mówił wicepremier podczas spotkania z przedstawicielami polskich start-upów i funduszy venture capital. Kluczową rolę pełnią tu start-upy, czyli innowacyjne firmy w początkowej fazie rozwoju, działające w warunkach skrajnej niepewności, najczęściej w branży nowoczesnych technologii. – Start-upy to esencja przedsiębiorczości, która skupia w sobie pracowitość, konsekwentne doskonalenie i kreatywność – mówił wicepremier.

Uwolnić potencjał

Choć o innowacyjności mówi się od lat, po raz pierwszy technologicznym spółkom rządzący poświęcają tak wiele uwagi. Tymczasem środowisko polskich start-upowców zabiegało o nią już od dłuższego czasu. Z tego względu ponad dwa lata temu powołano do życia fundację Startup Poland, której celem była m.in. identyfikacja i likwidacja barier ograniczających rozwój młodych firm, rekomendowanie działań stymulujących przedsiębiorczość technologiczną, a także budowanie świadomości potencjału start-upów wśród decydentów, polityków i samorządowców.

W czasie poprzedniej kadencji sejmu fundacji udało się wpłynąć na przyjęcie pakietu zmian na rzecz innowacji, choć nie był on do końca zgodny z oczekiwaniami polskich start-upów, a komunikacja z przedstawicielami władz pozostawiała wiele do życzenia. Sytuacja uległa diametralnej zmianie po stworzeniu nowego rządu.

– Jeszcze nigdy tak często nie byliśmy gośćmi rządzących. To pierwsza ekipa u władzy, która ma tyle entuzjazmu, zapału i chęci, a co ważniejsze, jest otwarta na dialog. W kluczowych dla nas Ministerstwach – Rozwoju, Cyfryzacji, Nauki – są ludzie, którzy chcą słuchać naszego środowiska. Powstała też Rada ds. Innowacyjności. To wszystko pozytywne dla nas sygnały – mówi Eliza Kruczkowska, prezes fundacji.

Starania Startup Poland przyniosły efekty, ponieważ na dziesięć postulatów przedstawionych przez fundację w jej deklaracji programowej, w planie ministra Morawieckiego znalazło się aż siedem. Wśród zapowiedzianych już działań znalazły się m.in. stworzenie nowej formy prawnej dedykowanej start-upom (robocza nazwa to prosta spółka akcyjna), powstanie konstytucji dla biznesu, uproszczenie podatków, zmniejszenie uciążliwości kontroli, korzystniejsze opodatkowanie aportu własności intelektualnej i przemysłowej, przyjęcie nowej ustawy innowacyjnej, ułatwienie dostępu do publicznych przetargów dla małych i średnich przedsiębiorców czy wprowadzenie programu wizowego dla zagranicznych przedsiębiorców.

Istotną pomocą dla start-upów może być zapowiadane w planie wsparcie eksportu. Jak wynika z ubiegłorocznego badania przeprowadzonego przez Startup Poland, 54 proc. ankietowanych polskich start-upów eksportuje, a większość działa w modelu B2B, dlatego ta forma pomocy państwa może być szczególnie ważna – od misji gospodarczych, poprzez wsparcie w promowaniu firm podczas branżowych wydarzeń na całym świecie, po ułatwienie nawiązywania kontaktów z zagranicznymi inwestorami.

Czy rządowe zapowiedzi oznaczają, że dla polskich start-upów idą złote czasy, a innowacje będą odmieniać polską gospodarkę? Wizja jest bardzo obiecująca, natomiast o sukcesie będą decydować konkretne rozwiązania, których na razie często jeszcze brakuje.

Budowanie mostów

Jednym z podstawowych elementów rządowego planu jest program Start In Poland, którego celem jest pomoc start-upom w dotarciu do spółek Skarbu Państwa (SSP) oraz w uzyskaniu wsparcia kapitałowego i merytorycznego. Jak pisze resort rozwoju, „rolą polskich korporacji będzie dostarczenie odpowiednich zasobów (wiedzy, infrastruktury) niezbędnych do dynamicznego wzrostu start-upów”. W ramach programu start-upy mają zyskać dużych partnerów, którzy pomogą im we wdrażaniu swoich pomysłów i osiągnięciu dużej skali działania. Będzie to zatem swoisty program akceleracyjny prowadzony przez korporacyjny fundusz venture capital.

Na konieczność stworzenia takich połączeń wskazuje Eliza Kruczkowska. – Do tej pory start-upom ciężko było dostać się do spółek SP, nie było tam odpowiednich ludzi, z którymi można rozmawiać, a nawet jeśli byli, często wewnątrz firmy nie było nikogo, kto chciałby te innowacje wprowadzać – mówi. Program zakłada również stworzenie funkcji brokerów, których zadaniem będzie ustalanie potrzeb rozwojowych dużych firm i wspomaganie procesu kojarzenia ich ze start-upami mogącymi zareagować na te potrzeby.

Idea powołania korporacyjnego funduszu VC i zawiązania ścisłej współpracy dużych spółek ze start-upami nie jest na świecie czymś nowym. – Rola funduszy inwestycyjnych działających przy korporacjach z roku na rok rośnie i inwestują one coraz więcej pieniędzy – mówi Arkadiusz Skuza, współtwórca i szef K2 Disruption Lab. Szacuje się, że w 2014 r. na świecie było już ponad 1100 funduszy o charakterze corporate venture.

Dlaczego korporacje decydują się na takie działania? – Korporacje z natury rzeczy są mało innowacyjne, gdyż są stworzone w taki sposób, by ryzyko minimalizować. Dlatego chcą zaszczepić w sobie innowacje, przyciągając ludzi, którzy obecnie skupiają się w start-upach – tłumaczy Skuza. Co więcej, w erze cyfrowej rewolucji, wielkie biznesy przestały czuć się bezpiecznie, zdały sobie sprawę z tego, że łatwo mogą stracić rynek. Wobec tej niestabilności szukają nowego modelu działania, chcąc brać udział w przemianach, a nie na nich tracić.

Problem polega na kwestii, czy polskie spółki skarbu państwa również mają ten pociąg do innowacji i zapotrzebowanie na kreatywne pomysły poprawiające ich funkcjonowanie. Wierzy w to minister skarbu Dawid Jackiewicz. – Chcemy zidentyfikować problemy i potrzeby, a z tym portfelem zapotrzebowania zwrócić się do młodych naukowców i przedsiębiorców – mówił.

Wtóruje mu wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. – Oczekujemy od nowych zarządców spółek skarbu państwa, że w możliwie krótkim czasie zainwestują do 1 proc. swoich przychodów w dziedzinę badań i rozwoju – zapowiedział.

Wola polityczna zatem jest, natomiast czy to wystarczy, aby połączenie SSP ze start-upami zadziałało? Z większą ostrożnością program Start In Poland oceniają ludzie z branży, wskazując na potencjalne problemy.

Inteligentny kapitał

– Obawiam się, że spółki skarbu państwa nie są przygotowane na innowacje. Dla nich najlepiej byłoby, gdyby inwestycję w start-up można było rozstrzygnąć poprzez przetarg. A to tak nie działa – mówi Arkadiusz Skuza. Jego zdaniem częstym problemem jest również brak odpowiednich kompetencji i procedur, choć w tym obszarze program może wiele poprawić, gdyż ma on funkcjonować na poziomie członków zarządu spółek.

Wtóruje mu Bartłomiej Gola, partner generalny SpeedUp Venture Capital Group. – Innowacje wiążą się z olbrzymim ryzykiem, tymczasem w SSP i administracji istnieje szczególnie duża niechęć do jego podejmowania, za wszelką cenę chce się unikać porażek i pomyłek. Nie da się jednak rozwijać innowacji, jeśli ludziom, którzy o nich decydują, nie da się szansy poniesienia porażki – mówi.

Należy również pamiętać, że kapitał jest tylko jedną z potrzeb młodych firm. Kluczem do efektywnego wsparcia jest tzw. smart money. – By rozwijać innowacje, nie jest potrzebny tylko kapitał, ale również wsparcie w jego wydawaniu, powiązany transferem wiedzy, consultingiem, networkingiem, know-how – uważa Gola. A z dostarczeniem całego pakietu spółki same mogą sobie nie poradzić.

Powstaje również pytanie o rolę państwa. Czy powinno jedynie tworzyć ramy współpracy SSP i start-upów, pozwalając potem działać samym podmiotom, czy też aktywnie działać nawet na poziomie organizacji warsztatów kreatywnych i Demo Day, jak zapisane jest w projekcie Start In Poland?

O konieczności aktywności państwa przekonany jest Bartłomiej Gola. – Państwo powinno interweniować, ponieważ ten rynek nie jest taki wolny, jak nam się wydaje, a przy zglobalizowanej gospodarce bez takiej interwencji będziemy posuwać się za wolno albo nie zrobimy skoku, który jest konieczny – uważa partner zarządzający SpeedUp Group.

Nie oznacza to, że państwo powinno zajmować się wszystkimi szczegółami, łącznie z ręcznym wskazywaniem firm, w które warto zainwestować. W tym procesie można skorzystać z doświadczeń wyspecjalizowanych uczestników rynku, czyli funduszy venture capital. Dobrym przykładem na taką współpracę kapitału publicznego z prywatnym jest Izrael, gdzie wprowadzono w życie program Yozma, skierowany do przyciągających kapitał wysokiego ryzyka funduszy VC, który zakładał, że do inwestycji prywatnego kapitału państwo dołoży drugą połowę z publicznych funduszy, a w razie chęci sprzeda swoje udziały prywatnym inwestorom. Tym samym użyto pieniędzy państwa, by rozkręcić rynek, a następnie się wycofano. W ten sposób Izrael, który był pustynią technologiczną, stał się krajem, który ma najwięcej po USA i Chinach spółek na NASDAQ.

Taki model leży oczywiście w interesie polskich funduszy VC, które dotychczas korzystały ze środków Krajowego Funduszu Kapitałowego, jednak ich zaangażowanie jest racjonalnym rozwiązaniem. Jedynym krajem, w którym udało się zbudować innowację jako sektor gospodarki bez udziału VC, była Korea Poudniowa, jednak nie sposób wyobrazić sobie, że Polska, będąca członkiem Unii Europejskiej, mogłaby powtórzyć ten model.

Jak zmonetyzować wynalazki

Obiecującym sygnałem jest zapowiedź powołania Funduszu Funduszy, który stworzyć mają Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wraz z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju oraz Grupą PZU. Celem takiego wehikułu, inwestującego w fundusze venture capital, będzie wsparcie rozwoju innowacyjnych przedsiębiorstw technologicznych i komercjalizacja wyników badań naukowych. Początkowy budżet Funduszu ma wynieść ok. 500 mln zł, które wyłoży Grupa PZU i inni prywatni inwestorzy, a jego twórcy liczą, że pomoże przyciągnąć do Polski najlepszych inwestorów venture capital.

Mówiąc o inwestycjach w innowacje, nie można również zapominać o komercjalizacji. Doświadczenia współpracy NCBiR z polskimi naukowcami pokazują, że już od lat jest ona polską piętą achillesową. Rządowe plany na razie nie zwiastują, by miało się to zmienić.

– Zbyt wiele mówi się o produkcie, a zbyt mało o możliwościach jego komercjalizacji. Obawiam się, by w ten sposób nie doszło do powtórzenia sytuacji z grafenem czy niebieskim laserem. Myślenie o komercjalizacji zawsze było naszą słabością – podkreśla Arkadiusz Skuza.

Z tego względu jest ważne, aby wśród ludzi zajmujących się zarządzaniem inwestycjami (np. w Polskim Funduszu Rozwoju) znalazło się miejsce przede wszystkim dla praktyków biznesu, ludzi rozumiejących nowoczesną technologię, a także zarządzających spoza Polski.

Właśnie otwarcie na zagraniczne doświadczenia i transfer wiedzy może być czynnikiem, który poważnie zwiększy szanse na sukces polskiego programu. – Warto przyznać, że przed nami jeszcze wiele nauki, jeśli chodzi o rozwijanie innowacji i wspieranie start-upów. Skorzystajmy z pomocy tych, którzy robią to dłużej i lepiej – mówi Eliza Kruczkowska, postulując, by przyciągnąć do Polski najlepsze programy akceleracyjne ze świata, takie jak Techstars czy 500 Startups. Dzięki temu do polskich start-upów mógłby trafić tzw. mądry pieniądz, czyli nie tylko kapitał, ale również wiedza m.in. o tym, jak rozwijać globalny biznes. Polskie firmy mogą już korzystać z tych programów poza Polską, ale często kończy się to rozwijaniem biznesu poza naszym krajem. Jeśli więc chcemy powstrzymać wyciekanie talentów, warto stworzyć im taką szansę w Polsce.

Takie działania nie powinny ograniczać się tylko do polskich firm. Ze względu na naszą pozycję w Europie możemy przyciągać również przedsiębiorców z okolicznych krajów. Taka otwartość może być niezwykle korzystna dla organizatorów – wystarczy spojrzeć na działający od 2010 r. rządowy program Start-up Chile. Chilijskie władze stworzyły akcelerator, którego celem było ściągnięcie firm z całego świata, a co za tym idzie wzrost innowacyjności, pobudzenie gospodarki, transfer wiedzy i promocja kraju, jako technologicznego centrum regionu. W efekcie przyciągnięto już ponad 3 tys. przedsiębiorców, stworzono 1,5 tys. miejsc pracy, a wycena start-upów sięga już kilkuset milionów dolarów. Nie ma powodów, aby Polska nie mogła się stać takim centrum dla start-upów z naszej części Europy.

Pomysły, które znalazły się w rządowych planach, są obiecujące i choć znaków zapytania nadal jest sporo, nie muszą one zagrażać powodzeniu programu. Dobrze, że o start-upach i innowacji zaczęto mówić na najwyższym szczeblu władzy, a otwartość na dialog daje wielkie możliwości i nadzieję, że konkretne rozwiązania, które mają się pojawić do połowy tego roku, zostaną dobrze dopracowane.

Nie mamy zresztą innego wyjścia. Jeśli chcemy wyrwać się z pułapki średniego dochodu i przeciętnego produktu, musimy stawiać na innowacje. – Start-upy są niezbędne, by ci najwięksi gracze na rynku szybciej się rozwijali i następowała wymiana energii, technologii, wiedzy, kapitału ludzkiego. Jeśli nie chcemy być jedynie biernymi konsumentami nowoczesnych technologii, a sami je wytwarzać, musimy stawiać na innowacje – podsumowuje Bartłomiej Gola.

Aleksander Kobyłka

Gazeta Bankowa

Udostępnij Artykuł