To dziś lepszy biznes niż narkotyki

Dwanaście instytucji, m.in. resort zdrowia, rozpoczęło akcję mającą przekonać rodaków, że suplementy diety nie leczą i nie zapobiegają chorobom. Zadanie jest trudne. Wartość polskiego rynku takich produktów szacowana jest na 3 mld zł, a media zarabiają spore pieniądze na ich reklamie.

Akcja stanowi ciąg dalszy działań podjętych w październiku br. przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Główny Inspektorat Sanitarny, w ramach których wysłano listy do 315 producentów i dystrybutorów suplementów diety. Celem jest zwrócenie uwagi na reklamy, które nie zawsze rzetelnie i wyczerpująco informują o właściwościach tych produktów.
Suplementy diety są środkami spożywczymi. Mogą mieć korzystny wpływ na zdrowie, ale też negatywnie wpływać na organizm – przestrzega Ministerstwo Zdrowia.

Bardziej wierzymy mediom niż lekarzom

– Wartość rynku suplementów diety w Polsce jest szacowana na ok. 3 miliardy zł. To kwota odpowiadająca mniej więcej jednej trzeciej wydatków NFZ przeznaczanych na refundację leków – mówił dr Wojciech Matusewicz, prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, podczas konferencji „Kardiologia Prewencyjna 2015” (Kraków, 20-21 listopada).

– Badania wykazują, że 38 proc. Polaków nie słucha lekarzy i bardziej ufa reklamom w mediach niż specjalistom, w tym reklamom zachwalającym m.in. działanie suplementów diety – powiedział. Zresztą z problemem braku tzw. compliance, czyli zgodności postępowania pacjentów z zaleceniami lekarza, boryka się wiele krajów.

– W Stanach Zjednoczonych analitycy wyliczyli, że koszty leczenia oraz koszty pośrednie wynikające z nieprzestrzegania zaleceń lekarskich sięgają rocznie ok. 100 miliardów dolarów – dodaje prezes Matusewicz.

Zwraca zarazem uwagę, że dużym zagrożeniem dla zdrowia są te reklamy suplementów diety, które mówią o ich rzekomych właściwościach leczniczych.

– Media znakomicie na tych reklamach zarabiają – podkreśla szef AOTMiT. – Brałem kiedyś udział w realizacji programu o suplementach diety, który miał być wyemitowany przez jedną z komercyjnych stacji telewizyjnych. To był bardzo dobry, rzetelny materiał – opowiada Wojciech Matusewicz.

– Niestety, ten program ostatecznie nie ukazał się na antenie, gdyż właściciele stacji obawiali się, że dostawcy suplementów wycofają reklamy… – dodał.

Zaznaczył, że aż 90 proc. polskiego społeczeństwa traktuje suplementy jak leki, tymczasem ich nadmierne stosowanie jest – zdaniem Matusewicza – jedną z najbardziej szkodliwych metod tzw. samoleczenia pacjentów.

Suplementy diety w Unii Europejskiej nie są traktowane jak leki. W Polsce te środki dopuszcza do obrotu Główny Inspektor Sanitarny (a nie Główny Inspektor Farmaceutyczny lub Urząd Rejestracji Leków).

– Korzyści lecznicze płynące ze stosowania suplementów diety są znikome, o ile nie żadne. Natomiast ich promocja w mediach jest bardzo profesjonalna od strony artystycznej i PR-owskiej, ale często nie tylko kłamliwa, lecz wręcz kryminogenna – uważa dr Matusewicz.

Wskazuje ponadto, że na rynku pojawiają się także fałszowane suplementy diety. – To już dziś lepszy biznes niż narkotyki – dodaje prezes AOTMiT.

Znaczny wzrost liczby działań niepożądanych

Jak zauważyła podczas krakowskiej konferencji dr Anna Budaj-Fidecka z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, pęd do bycia szczupłym i możliwie najbardziej sprawnym fizycznie powoduje, że sięgamy nie tylko po suplementy diety, ale także po napoje energetyzujące oraz środki mające ułatwić odchudzanie.

– Niektóre napoje energetyzujące zawierają m.in. kofeinę, taurynę czy guaranę. Są jednak rejestrowane jako suplementy diety, dlatego (w przeciwieństwie do leków – red.) nie podlegają szczegółowym badaniom i kontroli przed dopuszczeniem do obrotu – zaznacza kardiolog.

Podkreśla, że mamy już do czynienia, nie tylko zresztą w Polsce, ze swoistą epidemią spożywania tych napojów. Jeden z bardziej popularnych tego typu produktów sprzedał się w 2014 r. w liczbie ok. 2 miliardów puszek.

– Od 2010 r. obserwujemy dramatyczny wzrost liczby doniesień o działaniach niepożądanych tych napojów. Wiąże się to między innymi z wysoką zawartością kofeiny w wielu z tych produktów, nawet do 500 mg na puszkę – mówi dr Budaj-Fidecka.

Dodaje, że w przeciwieństwie do kawy, nawet do mocnej, którą z reguły pijemy powoli, napoje energetyzujące wypijamy bardzo szybko, co przyspiesza ich działanie.

Kardiolog zaznacza, że jest już sporo prac naukowych, wskazujących na negatywne skutki regularnego spożywania substancji zawartych w tych napojach; są to m.in.: arytmia serca, wzrost ciśnienia tętniczego, zaburzenia funkcji śródbłonka, skurcze naczynia wieńcowego, a także wzrost insulinooporności (co zwiększa ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2), wzrost poziomu lęku i napięcia, zaburzenia funkcji poznawczych, nieodwracalna utrata szkliwa w uzębieniu.

Są kraje, w których sprzedaż takich napojów jest zakazana

Dr Budaj-Fidecka przytoczyła dane, według których w Europie już ponad 30 proc. osób w wieku od 12. do 17. roku życia regularnie pije napoje energetyzujące. Spożywa je też większość studentów przed sesjami egzaminacyjnymi.

jednak kraje, w których sprzedaż napojów energetyzujących jest zakazana. Należą do nich m.in.: Dania, Norwegia, Islandia, Urugwaj – wylicza specjalistka. Dodaje, że w ostatnich latach notuje się także coraz więcej działań niepożądanych, będących skutkiem stosowania suplementów diety, w tym środków mających ułatwić odchudzanie.

W prestiżowym New England Journal of Medicine (NEJM 2015; 373, 1531-40) ukazały się w tym roku dane dotyczące badań, z których w wynika, że aż 23 tysiące wizyt rocznie w izbach przyjęć szpitali w Stanach Zjednoczonych związanych było właśnie z negatywnymi skutkami spożywania suplementów diety.

Skuteczne środki przeciwko otyłości to mrzonka?

– Kołatanie serca, tachykardia (przyspieszenie akcji serca), bóle w klatce piersiowej – dr Budaj-Fidecka wymienia niektóre działania niepożądane środków wspomagających utratę masy ciała.

Natomiast dr Wojciech Matusewicz przekonuje, że nie istnieje żaden skuteczny specyfik na odchudzanie. Zaznacza, że dotyczy to nie tylko suplementów, ale także leków: – Kilka lat temu Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) wycofała z obrotu sibutraminę (główna substancja niektórych leków przeciwko otyłości) – przypomina.

Także Komitet ds. Produktów Leczniczych u Ludzi działający w ramach Europejskiej Agencji Leków (EMA) zalecił zawieszenie pozwolenia na dopuszczenie do obrotu na rynkach Unii Europejskiej wszystkich preparatów zawierających sibutraminę. Badania wykazały, że stosowanie sibutraminy skutkuje m.in. wzrostem ryzyka wystąpienia zawału serca i udaru mózgu.

Wojciech Kuta

Więcej informacji w miesięczniku „Rynek Zdrowia”



Udostępnij Artykuł